środa, 19 listopada 2014

Projekt nr 7 - dziki zwierz :D

Zazwyczaj piszę wieczorami, bo wieczorami zabieram się za szycie. Ale jak się wczoraj okazało, bo 4h siedzenia przy maszynie i okropnym bólu pleców tym spowodowanym, musiałam przerwać szycie. Zresztą godzina także już tego wymagała (było po północy). Także dziś po wyspaniu się, zjedzeniu śniadanka, wypiciu pysznej kawy i spacerku z moim ukochanym Yogusiem zabrałam się do dokończenia projektu. Normalnie wyrobiłabym się z tym projektem podczas jednego wieczoru, ale chciałam także zrobić drugą kostkę z metkami, tym razem dla synusia. Także zrobiłam i kostkę i....dzikiego zwierza! Ów dziki zwierz był w mojej głowie prostym przedsięwzięciem, co okazało się, nie było takie proste i nie obyło się bez problemów. Nie będę się zwierzać z rzeczy, które mi nie wyszły - nie będę pod sobą dołków kopać, ale przynajmniej na przyszłość wiem, jak się do tego zabrać LEPIEJ.

Zanim przedstawię wam dzikiego zwierza - oto kostka:


A oto jak powstawał dziki zwierz...:

Zszywanie materiałów o różnej kolorystyce:


To będzie głowa :D

A cóż to?:D okaże się na końcu :D


Materiały zszyte, teraz wyszywamy wzór ostateczny:



Hmm...długie, kolorowe....co to będzie? :D


Wypełanianie wnętrza dzikiego zwierza:


Czarna kropka? to chyba oko...:)


A to efekt:D dziki zwierz czyli wąż :D



Nie bójcie się - nie gryzie! ;) jest bardzo przyjazny i kochany;)

Podoba się wam?:) Mi bardzo :) będzie towarzyszył malcowi w łóżeczku podczas snu a w ciągu dnia w trakcie zabawy ;)

niedziela, 16 listopada 2014

Projekt nr 6 - co wyjdzie z tego wora?

Po kolejnych kilku dniach przerwy powróciłam do mojej maszinu. Jako, że co chwilę w głowie kłębią się nowe pomysły - to aż nie daje rady nad ich realizacją. Inna sprawa, gdy to co w głowie niekoniecznie jest podobne do tego co wykonam :P Ale nie ma co się dołować, w końcu jestem tylko amatorką, a rzeczy, które wykonuję są tylko i wyłącznie dla mojego użytku (ew. mojej familii) więc grono osób, którym ma się wykonanie podobać jest dosyć malutkie ;) Jest to odprężająca myśl i nie obciążająca mojej mózgownicy. Chociaż coś mi jej nie obciąża :P

Jak już wspomniałam pomysłów w głowie trochę mam, a że do maszyny przysiadłam dziś popołudniową porą, stwierdziłam, że zajmę się projektem, nad którym nie będę siedzieć do nocy (chociaż tak sobie teraz myślę, że skoro i tak cierpię na bezsenność ciążową to mogłam wybrać coś bardziej czasochłonnego, eh no nic już po ptokach:P) Aczkolwiek muszę przyznać, że w mojej głowie pomysł na zrobienia worka brzmiał dosyć lajtowo, a jak się okazało - nie było to takie do końca proste. Już wyjaśniam dlaczego: otóż w swoich projektach czasem wzoruję się na tutorialach DIY zamieszczonych w internecie. To moje wzorowanie się polega na sprawdzeniu jak to mniej więcej ma wyglądać i szukam raczej ciekawych pomysłów niż instrukcji krok po kroku. Prawdopodobnie, gdybym poświęciła trochę więcej czasu na wyszukanie tutoriala, który właśnie wskaże mi każdy pojedynczy krok - i na takich filmikach bądź instrukcjach się wzorowała - to może projekty wykonane byłyby znacznie lepiej. A że mi szkoda czasu na tutoriale, to często wymyślam sobie techniki sama na bieżąco podczas szycia. Co przeważnie komplikuje sprawę i sprawia, że w większości przypadków ma miejsce taki moment, w którym mówię "popsułam!" albo "coś jest nie tak" i wtedy muszę kombinować by sprawę naprawić. No ale kto nie próbuje i nie kombinuje ten nie ma :P A ja mam, nie idealnie, ale mam!

W nawiązaniu do powyższego przedstawiam wam pierwszy woreczek mojego jeszcze nienarodzonego synka, który w pierwszej kolejności posłuży jako przechowanie ubranka do założenia po narodzinach w szpitalu.

Materiały, które użyłam - bawełna + czarny filc


Zakupiłam sobie ostatnio profesjonalne mydełko krawieckie - sprawdziło się w 100%!


Brzegi przeprasowane...


Wstępny zarys samochodu - masakrycznie krzywy :P Ostateczna wersja nie jest dużo lepsza, ale taką aplikację robiłam po raz pierwszy - więc wyszło jak wyszło :)
 

Samochodzik naszyty już na frontową stronę przyszłego worka:


Zszywanie:


A tak worek prezentuje się od wewnątrz! Tak, zrobiłam pseudo poszewkę :P Ha! Jestem super:P


A co ten sznureczek tu się wciska...?


 Sznureczek naciągnięty, stoper założony :D


 A tu wersja finalna na płasko i złożona :)


 Myślicie, że maluszkowi się spodoba? Pewnie, że tak! W końcu mamusia mu uszyła :)

Życzę wam dobrej nocy i kto wie, co zrobię jutro? Może nic a może jednak coś?:) 

Dobrej nocki!

sobota, 8 listopada 2014

Projekt nr 5 - czyli prezent dla małej Ani

Kolejne wolne przedpołudnie - kolejny projekt. Tym razem nie był on przeznaczony ani dla mnie, ani dla mojego maluszka, ale dla innej małej damy. Dziś byliśmy przywitać na świecie i w naszym gronie nowego człowieczka - miesięczną córkę naszych znajomych - małą Anię. Chciałam zrobić dla niej jakiś drobiazg - a że materiały tylko czekały na ich użycie stwierdziłam, że dobrym pomysłem będzie kostka z metkami. Nigdy takiej nie robiłam, ale widziałam, że takie funkcjonują w sprzedaży. Tnąc materiał od razu ciachałam podwójną wersję - drugą uszyję dla mojego synusia ;) Tak mnie wciągnęło, że zapomniałam robić zdjęć w trakcie postępów. Ale coś tam na szczęście udało mi się zrobić. Może mała Ania jeszcze nie byłą w stanie bawić się zabawką i z niej cieszyć - za to jej 2-letnia siostra Emilka bardzo chętnie ją przygarnęła do zabawy ;) Cieszę się, że została odebrana z radością, mimo jej niedoskonałości.

Materiały i akcesoria, które użyłam do uszycia kostki ;)



Ostatni szew:


A tak się ostatecznie prezentuje kostka z metkami:)



środa, 5 listopada 2014

Projekt nr 4 - czyli coś do domku ;)

Więc tak...łatwo nie jest - nawet siedzenie dłużej (powyżej 30 minut) w jednej pozycji kończy się bólem kręgosłupa i napinaniem brzucha. Także po wczorajszym szyciu byłam na tyle padnięta i obolała, że nawet nie miałam siły wstawić posta ze zdjęciami. Dlatego czynię to dziś.

Jak już napisałam, jest mi już troszkę ciężko - wiele czynności sprawia mi trudność, nawet chodzenie.  W związku z tym, gdy siadałam wczoraj do maszyny czułam, że nie dam rady zrobić niczego zbyt skomplikowanego. Zadyszkę złapałam już po wycięciu materiału (siedzenie i pochylanie się na podłodze w 35 tygodniu ciąży nie jest najwygodniejszą pozycją).

Kilka dni temu zrobiłam zakupy materiałowe na necie i oprócz ukochanej mojej bawełenki zakupiłam także poliester. Specjalnie wzięłam taki, który ma właściwości wodoodporne i łatwy w czyszczeniu, a dlaczego? - bo chciałam uszyć obrusik  ;) Biorąc pod uwagę moje naturalne zdolności do wylewania, upuszczania jedzenia itp. taki materiał był dla mnie zbawieniem. A że kupiłam dwa kolory: zielony i brąz to będzie w sam raz na wymiankę. Z brązu jeszcze nie szyłam - póki co skupiłam się na zielonym. Oprócz obrusiku uszyłam także dwa pseudobieżniki. W salonie stoją takie dwie niskie szafki (typowo pod tv itp.) w kolorze wenge, które straaaaasznie się kurzą i zasyfiają. W związku z tym uznałąm, ze materiał nada się także na tamto miejsce - przynajmniej nie będzie trzeba co chwilę wycierać tam kurz :P Taaak jestem aż tak leniwa ;)

Oto efekty mojej...powiedzmy pracy :)

Cięcie materiału (mam słabo słoneczne mieszkanie, także kolor wydaje się mdły, ale uwierzcie mi jest bardzo żywy) :)


Wstępne wyznaczanie wymiarów:


Tam, tam, tam, tam...(nie wiem jak opisać odgłos wydawany przez maszynę :P)


Obrusik na stół gotowy:)


A tu prezentacja bieżnika na miejscu. W tle leci ukochany serial "Przyjaciele".


Prawda, że prezentuje się całkiem nieźle? ;)

Mam jeszcze w zanadrzu trzy, cztery projekty, które chciałabym wykonać najpóźniej do końca przyszłego tygodnia. Mam nadzieję, że samopoczucie mi na to pozwoli. Do terminu rozpakowania jeszcze trochę czasu, ale wiadomo, różnie bywa - maluszek może zechcieć pojawić się wcześniej. Na szczęście wstępnie torba do szpitala jest już przygotowana (od wczoraj). Jeszcze tylko trzeba kilka rzeczy dopakować.

Trzeba się powoli streszczać, by zdążyć ze wszystkim na spokojnie przed godziną zero!

Trzymajcie kciuki :)