Jak widać po braku mojej aktywności w ostatnim czasie - nic nie szyję. Próbowałam uszyć własnoręcznie misia dla mojego synka, ale gdybym wiedziała, jak to się skończy - to bym się za to nie brała. Otóż zaczęłam od uszycia główki. Była główka, oczka, nosek i wypchane uszka. Uszytą główkę położyłam na stole. I wyszłam z domu. Po powrocie mąż przywitał mnie pytaniem, czy ta główka była dla Yogiego. Zdziwiłam się pytaniem. Okazało się, że nasz mały spryciarz wspiął się na kanapę, potem na oparcie kanapy i na stół i uznał, że głowa należy do niego :) Była już na tyle wymemłana, że stwierdziłam, żeby lepiej już ją zatrzymał. Ale potem okazało się, że nagle zniknęło ucho. I teraz gdzie jest ucho? Najwyraźniej w jelicie cienkim Yogiego... zaczęły się wymioty, biegunki i wizyta u weterynarza. Po wykonaniu zdjęcia RTG wyszło na jaw, że w jelicie cienkim faktycznie jest ciało obce. I teraz Yogi dostaje zastrzyki na poprawę perystaltyki jelit, żeby ów ucho przedostało się dalej aż ku wyjściu. Ale póki co, ucho siedzi i ruszyć nie chce. Bidulek miał głodówkę, a teraz co godzinę dostaje papkę ze strzykawki, żeby nie padł nam z głodu. Plus jest taki, że na razie biegunki nie ma i nie wymiotuje i ogólne jego samopoczucie jest dobre. Ale gorzej, jeśli nieszczęsne ucho się nie przemieści to prawdopodobnie trzeba będzie je usunąć chirurgicznie. Takie rzeczy na 39 tydzień mojej ciąży. Tak się niecierpliwiłam braku oznak porodu, już miałam dość wszelkich dolegliwości i marzyłam by w końcu urodzić...a teraz? mam tylko nadzieję, że mały w brzuszku się wstrzyma na tyle, by Yogi wyzdrowiał. Bo póki co Yogi potrzebuje mnie i mojej opieki, także pozostało mi zacisnąć nogi i liczyć na to, że obejdzie się bez operacji. Proszę trzymać kciuki!!!
W związku z powyższą sytuacją, jakoś nie mam głowy ani ochoty na szycie. Ale jeszcze powrócę...jeśli nie w najbliższym czasie to na pewno po porodzie...jak dojdę do siebie ;)
Pozdrawiam!!!
piątek, 5 grudnia 2014
środa, 19 listopada 2014
Projekt nr 7 - dziki zwierz :D
Zazwyczaj piszę wieczorami, bo wieczorami zabieram się za szycie. Ale jak się wczoraj okazało, bo 4h siedzenia przy maszynie i okropnym bólu pleców tym spowodowanym, musiałam przerwać szycie. Zresztą godzina także już tego wymagała (było po północy). Także dziś po wyspaniu się, zjedzeniu śniadanka, wypiciu pysznej kawy i spacerku z moim ukochanym Yogusiem zabrałam się do dokończenia projektu. Normalnie wyrobiłabym się z tym projektem podczas jednego wieczoru, ale chciałam także zrobić drugą kostkę z metkami, tym razem dla synusia. Także zrobiłam i kostkę i....dzikiego zwierza! Ów dziki zwierz był w mojej głowie prostym przedsięwzięciem, co okazało się, nie było takie proste i nie obyło się bez problemów. Nie będę się zwierzać z rzeczy, które mi nie wyszły - nie będę pod sobą dołków kopać, ale przynajmniej na przyszłość wiem, jak się do tego zabrać LEPIEJ.
Zanim przedstawię wam dzikiego zwierza - oto kostka:
A oto jak powstawał dziki zwierz...:
Zszywanie materiałów o różnej kolorystyce:
To będzie głowa :D
A cóż to?:D okaże się na końcu :D
Materiały zszyte, teraz wyszywamy wzór ostateczny:
Hmm...długie, kolorowe....co to będzie? :D
Wypełanianie wnętrza dzikiego zwierza:
Czarna kropka? to chyba oko...:)
A to efekt:D dziki zwierz czyli wąż :D
Nie bójcie się - nie gryzie! ;) jest bardzo przyjazny i kochany;)
Podoba się wam?:) Mi bardzo :) będzie towarzyszył malcowi w łóżeczku podczas snu a w ciągu dnia w trakcie zabawy ;)
Zanim przedstawię wam dzikiego zwierza - oto kostka:
A oto jak powstawał dziki zwierz...:
Zszywanie materiałów o różnej kolorystyce:
To będzie głowa :D
A cóż to?:D okaże się na końcu :D
Materiały zszyte, teraz wyszywamy wzór ostateczny:
Hmm...długie, kolorowe....co to będzie? :D
Wypełanianie wnętrza dzikiego zwierza:
Czarna kropka? to chyba oko...:)
A to efekt:D dziki zwierz czyli wąż :D
Nie bójcie się - nie gryzie! ;) jest bardzo przyjazny i kochany;)
Podoba się wam?:) Mi bardzo :) będzie towarzyszył malcowi w łóżeczku podczas snu a w ciągu dnia w trakcie zabawy ;)
niedziela, 16 listopada 2014
Projekt nr 6 - co wyjdzie z tego wora?
Po kolejnych kilku dniach przerwy powróciłam do mojej maszinu. Jako, że co chwilę w głowie kłębią się nowe pomysły - to aż nie daje rady nad ich realizacją. Inna sprawa, gdy to co w głowie niekoniecznie jest podobne do tego co wykonam :P Ale nie ma co się dołować, w końcu jestem tylko amatorką, a rzeczy, które wykonuję są tylko i wyłącznie dla mojego użytku (ew. mojej familii) więc grono osób, którym ma się wykonanie podobać jest dosyć malutkie ;) Jest to odprężająca myśl i nie obciążająca mojej mózgownicy. Chociaż coś mi jej nie obciąża :P
Jak już wspomniałam pomysłów w głowie trochę mam, a że do maszyny przysiadłam dziś popołudniową porą, stwierdziłam, że zajmę się projektem, nad którym nie będę siedzieć do nocy (chociaż tak sobie teraz myślę, że skoro i tak cierpię na bezsenność ciążową to mogłam wybrać coś bardziej czasochłonnego, eh no nic już po ptokach:P) Aczkolwiek muszę przyznać, że w mojej głowie pomysł na zrobienia worka brzmiał dosyć lajtowo, a jak się okazało - nie było to takie do końca proste. Już wyjaśniam dlaczego: otóż w swoich projektach czasem wzoruję się na tutorialach DIY zamieszczonych w internecie. To moje wzorowanie się polega na sprawdzeniu jak to mniej więcej ma wyglądać i szukam raczej ciekawych pomysłów niż instrukcji krok po kroku. Prawdopodobnie, gdybym poświęciła trochę więcej czasu na wyszukanie tutoriala, który właśnie wskaże mi każdy pojedynczy krok - i na takich filmikach bądź instrukcjach się wzorowała - to może projekty wykonane byłyby znacznie lepiej. A że mi szkoda czasu na tutoriale, to często wymyślam sobie techniki sama na bieżąco podczas szycia. Co przeważnie komplikuje sprawę i sprawia, że w większości przypadków ma miejsce taki moment, w którym mówię "popsułam!" albo "coś jest nie tak" i wtedy muszę kombinować by sprawę naprawić. No ale kto nie próbuje i nie kombinuje ten nie ma :P A ja mam, nie idealnie, ale mam!
W nawiązaniu do powyższego przedstawiam wam pierwszy woreczek mojego jeszcze nienarodzonego synka, który w pierwszej kolejności posłuży jako przechowanie ubranka do założenia po narodzinach w szpitalu.
Materiały, które użyłam - bawełna + czarny filc
Zakupiłam sobie ostatnio profesjonalne mydełko krawieckie - sprawdziło się w 100%!
Brzegi przeprasowane...
Wstępny zarys samochodu - masakrycznie krzywy :P Ostateczna wersja nie jest dużo lepsza, ale taką aplikację robiłam po raz pierwszy - więc wyszło jak wyszło :)
Samochodzik naszyty już na frontową stronę przyszłego worka:
Zszywanie:
A tak worek prezentuje się od wewnątrz! Tak, zrobiłam pseudo poszewkę :P Ha! Jestem super:P
A co ten sznureczek tu się wciska...?
Sznureczek naciągnięty, stoper założony :D
A tu wersja finalna na płasko i złożona :)
Myślicie, że maluszkowi się spodoba? Pewnie, że tak! W końcu mamusia mu uszyła :)
Życzę wam dobrej nocy i kto wie, co zrobię jutro? Może nic a może jednak coś?:)
Dobrej nocki!
Jak już wspomniałam pomysłów w głowie trochę mam, a że do maszyny przysiadłam dziś popołudniową porą, stwierdziłam, że zajmę się projektem, nad którym nie będę siedzieć do nocy (chociaż tak sobie teraz myślę, że skoro i tak cierpię na bezsenność ciążową to mogłam wybrać coś bardziej czasochłonnego, eh no nic już po ptokach:P) Aczkolwiek muszę przyznać, że w mojej głowie pomysł na zrobienia worka brzmiał dosyć lajtowo, a jak się okazało - nie było to takie do końca proste. Już wyjaśniam dlaczego: otóż w swoich projektach czasem wzoruję się na tutorialach DIY zamieszczonych w internecie. To moje wzorowanie się polega na sprawdzeniu jak to mniej więcej ma wyglądać i szukam raczej ciekawych pomysłów niż instrukcji krok po kroku. Prawdopodobnie, gdybym poświęciła trochę więcej czasu na wyszukanie tutoriala, który właśnie wskaże mi każdy pojedynczy krok - i na takich filmikach bądź instrukcjach się wzorowała - to może projekty wykonane byłyby znacznie lepiej. A że mi szkoda czasu na tutoriale, to często wymyślam sobie techniki sama na bieżąco podczas szycia. Co przeważnie komplikuje sprawę i sprawia, że w większości przypadków ma miejsce taki moment, w którym mówię "popsułam!" albo "coś jest nie tak" i wtedy muszę kombinować by sprawę naprawić. No ale kto nie próbuje i nie kombinuje ten nie ma :P A ja mam, nie idealnie, ale mam!
W nawiązaniu do powyższego przedstawiam wam pierwszy woreczek mojego jeszcze nienarodzonego synka, który w pierwszej kolejności posłuży jako przechowanie ubranka do założenia po narodzinach w szpitalu.
Materiały, które użyłam - bawełna + czarny filc
Zakupiłam sobie ostatnio profesjonalne mydełko krawieckie - sprawdziło się w 100%!
Brzegi przeprasowane...
Wstępny zarys samochodu - masakrycznie krzywy :P Ostateczna wersja nie jest dużo lepsza, ale taką aplikację robiłam po raz pierwszy - więc wyszło jak wyszło :)
Samochodzik naszyty już na frontową stronę przyszłego worka:
Zszywanie:
A tak worek prezentuje się od wewnątrz! Tak, zrobiłam pseudo poszewkę :P Ha! Jestem super:P
A co ten sznureczek tu się wciska...?
Sznureczek naciągnięty, stoper założony :D
A tu wersja finalna na płasko i złożona :)
Życzę wam dobrej nocy i kto wie, co zrobię jutro? Może nic a może jednak coś?:)
Dobrej nocki!
sobota, 8 listopada 2014
Projekt nr 5 - czyli prezent dla małej Ani
Kolejne wolne przedpołudnie - kolejny projekt. Tym razem nie był on przeznaczony ani dla mnie, ani dla mojego maluszka, ale dla innej małej damy. Dziś byliśmy przywitać na świecie i w naszym gronie nowego człowieczka - miesięczną córkę naszych znajomych - małą Anię. Chciałam zrobić dla niej jakiś drobiazg - a że materiały tylko czekały na ich użycie stwierdziłam, że dobrym pomysłem będzie kostka z metkami. Nigdy takiej nie robiłam, ale widziałam, że takie funkcjonują w sprzedaży. Tnąc materiał od razu ciachałam podwójną wersję - drugą uszyję dla mojego synusia ;) Tak mnie wciągnęło, że zapomniałam robić zdjęć w trakcie postępów. Ale coś tam na szczęście udało mi się zrobić. Może mała Ania jeszcze nie byłą w stanie bawić się zabawką i z niej cieszyć - za to jej 2-letnia siostra Emilka bardzo chętnie ją przygarnęła do zabawy ;) Cieszę się, że została odebrana z radością, mimo jej niedoskonałości.
Materiały i akcesoria, które użyłam do uszycia kostki ;)
Ostatni szew:
A tak się ostatecznie prezentuje kostka z metkami:)
Materiały i akcesoria, które użyłam do uszycia kostki ;)
Ostatni szew:
A tak się ostatecznie prezentuje kostka z metkami:)
środa, 5 listopada 2014
Projekt nr 4 - czyli coś do domku ;)
Więc tak...łatwo nie jest - nawet siedzenie dłużej (powyżej 30 minut) w jednej pozycji kończy się bólem kręgosłupa i napinaniem brzucha. Także po wczorajszym szyciu byłam na tyle padnięta i obolała, że nawet nie miałam siły wstawić posta ze zdjęciami. Dlatego czynię to dziś.
Jak już napisałam, jest mi już troszkę ciężko - wiele czynności sprawia mi trudność, nawet chodzenie. W związku z tym, gdy siadałam wczoraj do maszyny czułam, że nie dam rady zrobić niczego zbyt skomplikowanego. Zadyszkę złapałam już po wycięciu materiału (siedzenie i pochylanie się na podłodze w 35 tygodniu ciąży nie jest najwygodniejszą pozycją).
Kilka dni temu zrobiłam zakupy materiałowe na necie i oprócz ukochanej mojej bawełenki zakupiłam także poliester. Specjalnie wzięłam taki, który ma właściwości wodoodporne i łatwy w czyszczeniu, a dlaczego? - bo chciałam uszyć obrusik ;) Biorąc pod uwagę moje naturalne zdolności do wylewania, upuszczania jedzenia itp. taki materiał był dla mnie zbawieniem. A że kupiłam dwa kolory: zielony i brąz to będzie w sam raz na wymiankę. Z brązu jeszcze nie szyłam - póki co skupiłam się na zielonym. Oprócz obrusiku uszyłam także dwa pseudobieżniki. W salonie stoją takie dwie niskie szafki (typowo pod tv itp.) w kolorze wenge, które straaaaasznie się kurzą i zasyfiają. W związku z tym uznałąm, ze materiał nada się także na tamto miejsce - przynajmniej nie będzie trzeba co chwilę wycierać tam kurz :P Taaak jestem aż tak leniwa ;)
Oto efekty mojej...powiedzmy pracy :)
Cięcie materiału (mam słabo słoneczne mieszkanie, także kolor wydaje się mdły, ale uwierzcie mi jest bardzo żywy) :)
Wstępne wyznaczanie wymiarów:
Tam, tam, tam, tam...(nie wiem jak opisać odgłos wydawany przez maszynę :P)
Obrusik na stół gotowy:)
A tu prezentacja bieżnika na miejscu. W tle leci ukochany serial "Przyjaciele".
Prawda, że prezentuje się całkiem nieźle? ;)
Mam jeszcze w zanadrzu trzy, cztery projekty, które chciałabym wykonać najpóźniej do końca przyszłego tygodnia. Mam nadzieję, że samopoczucie mi na to pozwoli. Do terminu rozpakowania jeszcze trochę czasu, ale wiadomo, różnie bywa - maluszek może zechcieć pojawić się wcześniej. Na szczęście wstępnie torba do szpitala jest już przygotowana (od wczoraj). Jeszcze tylko trzeba kilka rzeczy dopakować.
Trzeba się powoli streszczać, by zdążyć ze wszystkim na spokojnie przed godziną zero!
Trzymajcie kciuki :)
Jak już napisałam, jest mi już troszkę ciężko - wiele czynności sprawia mi trudność, nawet chodzenie. W związku z tym, gdy siadałam wczoraj do maszyny czułam, że nie dam rady zrobić niczego zbyt skomplikowanego. Zadyszkę złapałam już po wycięciu materiału (siedzenie i pochylanie się na podłodze w 35 tygodniu ciąży nie jest najwygodniejszą pozycją).
Kilka dni temu zrobiłam zakupy materiałowe na necie i oprócz ukochanej mojej bawełenki zakupiłam także poliester. Specjalnie wzięłam taki, który ma właściwości wodoodporne i łatwy w czyszczeniu, a dlaczego? - bo chciałam uszyć obrusik ;) Biorąc pod uwagę moje naturalne zdolności do wylewania, upuszczania jedzenia itp. taki materiał był dla mnie zbawieniem. A że kupiłam dwa kolory: zielony i brąz to będzie w sam raz na wymiankę. Z brązu jeszcze nie szyłam - póki co skupiłam się na zielonym. Oprócz obrusiku uszyłam także dwa pseudobieżniki. W salonie stoją takie dwie niskie szafki (typowo pod tv itp.) w kolorze wenge, które straaaaasznie się kurzą i zasyfiają. W związku z tym uznałąm, ze materiał nada się także na tamto miejsce - przynajmniej nie będzie trzeba co chwilę wycierać tam kurz :P Taaak jestem aż tak leniwa ;)
Oto efekty mojej...powiedzmy pracy :)
Cięcie materiału (mam słabo słoneczne mieszkanie, także kolor wydaje się mdły, ale uwierzcie mi jest bardzo żywy) :)
Wstępne wyznaczanie wymiarów:
Tam, tam, tam, tam...(nie wiem jak opisać odgłos wydawany przez maszynę :P)
Obrusik na stół gotowy:)
A tu prezentacja bieżnika na miejscu. W tle leci ukochany serial "Przyjaciele".
Prawda, że prezentuje się całkiem nieźle? ;)
Mam jeszcze w zanadrzu trzy, cztery projekty, które chciałabym wykonać najpóźniej do końca przyszłego tygodnia. Mam nadzieję, że samopoczucie mi na to pozwoli. Do terminu rozpakowania jeszcze trochę czasu, ale wiadomo, różnie bywa - maluszek może zechcieć pojawić się wcześniej. Na szczęście wstępnie torba do szpitala jest już przygotowana (od wczoraj). Jeszcze tylko trzeba kilka rzeczy dopakować.
Trzeba się powoli streszczać, by zdążyć ze wszystkim na spokojnie przed godziną zero!
Trzymajcie kciuki :)
wtorek, 28 października 2014
Projekt nr 3 - tym razem nie dla maluszka ;)
Od kilku dni nic nie szyłam na mojej maszynie - toteż nie zaglądałam tu na bloga. Dokuczały mnie różne dolegliwości bólowe związane z moim aktualnym stanem - co wiązało się z poświęceniem większości dnia na leżenie i odpoczynek. W tzw. "międzyczasie" w głowie układałam sobie różne plany i pomysły na kolejne projekty. Poczułam się trochę lepiej, także stwierdziłam, że czas usiąść do maszyny i zrobić coś pożytecznego. A że kilka dni temu byliśmy z mężem w Castoramie to zajrzałam na dział z materiałami w poszukiwaniu skrawków, które przeważnie są bardzo przecenione. Nie było zbyt dużo ciekawych rzeczy (głownie same materiały typowo firanowe) ale jednak coś udało mi się wyszukać i to całkiem spore kawałki. Miałam w głowie na nie pomysł, który w dniu dzisiejszym w czasie około 2h. Niby krótko, ale i tak skończyło się bólem pleców :/ No nic, taki to już "czas" ciąży, że więcej boli, niż nie boli. Ale efekt mi się podoba. Wygląda fajnie ;) Mężowi również się podoba - jak wrócił z piłki to aż oczy wybałuszył, że tak szybko i tak fajnie wyszło ;) A co wyszło? Trzy poduszeczki z zamszyku. Tym razem poduszeczki nie są przeznaczone dla maluszka - bo po materiale pomyślałam, że lepsze byłyby z tego kawałka poduszki - idealnie będą pasowały do naszego brązowo-bężowo-zielonego wnętrza:)
No to teraz kilka fotek z postępów (zdjęcia są trochę ciemnawe, ale tak to jest jak się szyje o późnej porze w słabym oświetleniu ;))
Cięcie materiałów:
Obszywanie:
W trakcie szycia:)
Żeby poduszki były poduszkami - trzeba je wypełnić miękkimi kulkami silikonowymi:
Gotowe poduszki!
Prawda, że prezentują się całkiem ładnie?:))
Mam nadzieję, że się podoba - i że będę w stanie jeszcze uszyć kilka rzeczy przed porodem ;)
No to teraz kilka fotek z postępów (zdjęcia są trochę ciemnawe, ale tak to jest jak się szyje o późnej porze w słabym oświetleniu ;))
Cięcie materiałów:
Obszywanie:
W trakcie szycia:)
Żeby poduszki były poduszkami - trzeba je wypełnić miękkimi kulkami silikonowymi:
Gotowe poduszki!
Mam nadzieję, że się podoba - i że będę w stanie jeszcze uszyć kilka rzeczy przed porodem ;)
wtorek, 21 października 2014
Ciasteczkowy szał !!!
Nie odzywałam się od kilku dni. Od kilku dni nic nie szyłam bo byłam akurat zajęta inną czynnością, którą bardzo lubię ;) Mianowicie pieczeniem ciasta :) Ze względu, że w miniony weekend miałam urodzinowych gości, chciałam przyjąć ich jak prawdziwa gospodyni ;) Tak więc większość piątku i sobotni poranek spędziłam w kuchni piekąc ! Moim wyzwaniem było to, że jak to ja, chciałam za bardzo :D i zamiast 2 ciast upiekłam 5! Moją karą były bolące stopy, kręgosłup i dokuczająca rwa kulszowa. W sumie około 7h pieczenia, ale - moim zdaniem - opłaciło się. Gościom smakowało, mi również ;)
Dwa ciasta, które przygotowałam były wykonane ze sprawdzonych już uprzednio przeze mnie przepisów - także poszło szybko, łatwo i przyjemnie. Aczkolwiek trzy pozostałe to była zupełna nowość dla mnie i szczerze mówiąc bałam się, że chęci przerosną możliwości. Bo ja już tam mam, że w głowie coś mi świta, mam jakiś obraz, wizję, a efekt końcowy z reguły odbiega od zamierzonego ;) Ale kto nie próbuje ten nie wie i nie ma! Mi na szczęście się udało, chociaż skłamałabym, jeśli powiedziałabym, że obyło się bez problemów. Z jednym z ciast przeżyłam chwilę grozy i to na sam koniec pracy! Wszystko było już gotowe, został do zrobienia tylko jeden krem. Przepis na krem był łatwy, aczkolwiek nie spotkałam wcześniej podobnego do niego. I wyszedł klops - bo się zwarzył! Mało zawału nie dostałam, bo goście niedługo mieli zawitać, krem zwarzony, a ja już nie miałam czasu, by pędzić do sklepu po składniki na nowy krem. Ale zakasałam rękawy i za radą jednej pani (która pod przepisem w internecie zawarła opis z dokładnie takim samym problemem i poradą na naprawę sytuacji!) I tym o to sposobem, miksując krem w misce ułożonej na garnku z gotującą się wodą, naprawiłam konsystencję i suma sumarum krem wyszedł przepyszny! A oto efekty moich poczynań :)
Sernik Nowojorski:
Biszkopt z brzoskwiniami i galaretką:
Kremowa tarta truskawkowa na spodzie z ciasteczek Neo (Oreo):
Ciasto a la mleczna kanapka:
Ciasto - Pani Walewska (na kruchym cieście z dżemem z czarnej porzeczki, delikatną bezą i kremem):
Dwa ciasta, które przygotowałam były wykonane ze sprawdzonych już uprzednio przeze mnie przepisów - także poszło szybko, łatwo i przyjemnie. Aczkolwiek trzy pozostałe to była zupełna nowość dla mnie i szczerze mówiąc bałam się, że chęci przerosną możliwości. Bo ja już tam mam, że w głowie coś mi świta, mam jakiś obraz, wizję, a efekt końcowy z reguły odbiega od zamierzonego ;) Ale kto nie próbuje ten nie wie i nie ma! Mi na szczęście się udało, chociaż skłamałabym, jeśli powiedziałabym, że obyło się bez problemów. Z jednym z ciast przeżyłam chwilę grozy i to na sam koniec pracy! Wszystko było już gotowe, został do zrobienia tylko jeden krem. Przepis na krem był łatwy, aczkolwiek nie spotkałam wcześniej podobnego do niego. I wyszedł klops - bo się zwarzył! Mało zawału nie dostałam, bo goście niedługo mieli zawitać, krem zwarzony, a ja już nie miałam czasu, by pędzić do sklepu po składniki na nowy krem. Ale zakasałam rękawy i za radą jednej pani (która pod przepisem w internecie zawarła opis z dokładnie takim samym problemem i poradą na naprawę sytuacji!) I tym o to sposobem, miksując krem w misce ułożonej na garnku z gotującą się wodą, naprawiłam konsystencję i suma sumarum krem wyszedł przepyszny! A oto efekty moich poczynań :)
Sernik Nowojorski:
Biszkopt z brzoskwiniami i galaretką:
Kremowa tarta truskawkowa na spodzie z ciasteczek Neo (Oreo):
Ciasto a la mleczna kanapka:
Ciasto - Pani Walewska (na kruchym cieście z dżemem z czarnej porzeczki, delikatną bezą i kremem):
środa, 15 października 2014
Projekt nr 2 czyli ochraniacze do łóżeczka !
Już jest. Kolejny projekt jest gotowy. A szczerze mówiąc nie zapowiadało się na to. Miałam się za to zabrać wczoraj, ale wczoraj złapało mnie jakieś nie wiadomo co i osłabiło na całej linii. Już myślałam, że to przeziębienie albo inne wredne choróbsko, ale albo rozwija się wyjątkowo wolno, albo po prostu organizm daje mi sygnał, bym przystopowała. Bo objawów żadnych konkretnych nie mam, a czuje się paskudnie i słabo. W związku z tym wczoraj nie zrobiłam kompletnie nic (oprócz obiadu :P) i dużo leżałam i odpoczywałam. Dziś rano, w tym szczególnym dla mnie dniu (moje 27 urodziny :D) obudziłam się z wielką ochotą na podbijanie świata! Energii miałam co nie miara! Plany były ambitne: pranie, prasowanie, sprzątanie....i pupa. Minuty mijały i już po 11 wiedziałam, że nie zrobię nic z moich planów...znów atakowało mnie osłabienie i tak pozostało do końca dnia. Zrobiłam szybkie zakupy - bo obiad trzeba z czegoś zrobić i przygotowałam najprostszy obiad na świecie (co nie znaczy, że nie był pyszny: mmm spaghetti carbonara :D). W ramach mojego święta w sklepie osiedlowym zakupiłam pyszną tartę z malinami :D a co! należy mi się coś od życia :P zwłaszcza, że przy porannym ważeniu doznałam małego szoku! 0,5 kg na minusie! Jak się w aktualnym stanie ciągle przybiera, to miło zobaczyć taką odmianę na wadze :)
Wracając do sedna, nie mając zupełnie siły, patrzyłam tęsknym wzrokiem na maszynę...no i pod koniec dnia - koło 19, stwierdziłam, że spróbuję - jak będzie mi słabo - to zrobię sobie przerwę i tyle. Jak przysiadłam popijając herbatkę z miodem i cytryną made by my husband <3 wzięłam się spokojnie do szycia. I tak minęło pół godziny, godzina, dwie godziny...i chwilę po 21 - gotowe! Już uszyłam :) Wprawdzie było mniej skomplikowanego szycia, jak to w przypadku przybornika miało miejsce, ale i tak jestem z siebie zadowolona :) Maluchowi też się chyba podoba bo co rusz mnie kopie :) A teraz czas pochwalić się rezultatem :)
Pierwsza część ochraniacza zszyta:
Ciach ciach :)
Praca wre :D nawet całkiem prosto mi szło :) fakt faktem, że materiał, który miał fakturę takiej pseudo kratki trochę mi w tym pomagał :) no dooobra - bardzo mi pomagał :D
Dwie części gotowe :D
Yogi prezentuje efekt końcowy :) Póki co rozłożony na podłodze, bo jak już wcześniej wspominałam łóżeczko jeszcze śpi w kartonie.
I na koniec ładnie złożony ochraniacz :)
Także mimo osłabienia i bólu pleców (dłuższe siedzenie w jednej pozycji w 8 miesiącu ciąży tym właśnie skutkuje) udało mi się osiągnąć zamierzony cel :) Nawet mąż był zdziwiony, że tak szybko poszło ;) Szkoda, że dzień urodzin się kończy...ale jeszcze będę je świętować w weekend ;) nic straconego. Kończę powoli ten dzień ze smyraniem malucha w brzuchu i Yogusiem u boku ;) Tak mi dobrze ;)
Wracając do sedna, nie mając zupełnie siły, patrzyłam tęsknym wzrokiem na maszynę...no i pod koniec dnia - koło 19, stwierdziłam, że spróbuję - jak będzie mi słabo - to zrobię sobie przerwę i tyle. Jak przysiadłam popijając herbatkę z miodem i cytryną made by my husband <3 wzięłam się spokojnie do szycia. I tak minęło pół godziny, godzina, dwie godziny...i chwilę po 21 - gotowe! Już uszyłam :) Wprawdzie było mniej skomplikowanego szycia, jak to w przypadku przybornika miało miejsce, ale i tak jestem z siebie zadowolona :) Maluchowi też się chyba podoba bo co rusz mnie kopie :) A teraz czas pochwalić się rezultatem :)
Pierwsza część ochraniacza zszyta:
Ciach ciach :)
Praca wre :D nawet całkiem prosto mi szło :) fakt faktem, że materiał, który miał fakturę takiej pseudo kratki trochę mi w tym pomagał :) no dooobra - bardzo mi pomagał :D
Dwie części gotowe :D
Yogi prezentuje efekt końcowy :) Póki co rozłożony na podłodze, bo jak już wcześniej wspominałam łóżeczko jeszcze śpi w kartonie.
I na koniec ładnie złożony ochraniacz :)
Także mimo osłabienia i bólu pleców (dłuższe siedzenie w jednej pozycji w 8 miesiącu ciąży tym właśnie skutkuje) udało mi się osiągnąć zamierzony cel :) Nawet mąż był zdziwiony, że tak szybko poszło ;) Szkoda, że dzień urodzin się kończy...ale jeszcze będę je świętować w weekend ;) nic straconego. Kończę powoli ten dzień ze smyraniem malucha w brzuchu i Yogusiem u boku ;) Tak mi dobrze ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










