wtorek, 28 października 2014

Projekt nr 3 - tym razem nie dla maluszka ;)

Od kilku dni nic nie szyłam na mojej maszynie - toteż nie zaglądałam tu na bloga. Dokuczały mnie różne dolegliwości bólowe związane z moim aktualnym stanem - co wiązało się z poświęceniem większości dnia na leżenie i odpoczynek. W tzw. "międzyczasie" w głowie układałam sobie różne plany i pomysły na kolejne projekty. Poczułam się trochę lepiej, także stwierdziłam, że czas usiąść do maszyny i zrobić coś pożytecznego. A że kilka dni temu byliśmy z mężem w Castoramie to zajrzałam na dział z materiałami w poszukiwaniu skrawków, które przeważnie są bardzo przecenione. Nie było zbyt dużo ciekawych rzeczy (głownie same materiały typowo firanowe) ale jednak coś udało mi się wyszukać i to całkiem spore kawałki. Miałam w głowie na nie pomysł, który w dniu dzisiejszym w czasie około 2h. Niby krótko, ale i tak skończyło się bólem pleców :/ No nic, taki to już "czas" ciąży, że więcej boli, niż nie boli. Ale efekt mi się podoba. Wygląda fajnie ;) Mężowi również się podoba - jak wrócił z piłki to aż oczy wybałuszył, że tak szybko i tak fajnie wyszło ;) A co wyszło? Trzy poduszeczki z zamszyku. Tym razem poduszeczki nie są przeznaczone dla maluszka - bo po materiale pomyślałam, że lepsze byłyby z tego kawałka poduszki - idealnie będą pasowały do naszego brązowo-bężowo-zielonego wnętrza:)

No to teraz kilka fotek z postępów (zdjęcia są trochę ciemnawe, ale tak to jest jak się szyje o późnej porze w słabym oświetleniu ;))

Cięcie materiałów:


Obszywanie:


W trakcie szycia:)


Żeby poduszki były poduszkami - trzeba je wypełnić miękkimi kulkami silikonowymi:


Gotowe poduszki!


Prawda, że prezentują się całkiem ładnie?:))

Mam nadzieję, że się podoba - i że będę w stanie jeszcze uszyć kilka rzeczy przed porodem ;)

wtorek, 21 października 2014

Ciasteczkowy szał !!!

Nie odzywałam się od kilku dni. Od kilku dni nic nie szyłam bo byłam akurat zajęta inną czynnością, którą bardzo lubię ;) Mianowicie pieczeniem ciasta :) Ze względu, że w miniony weekend miałam urodzinowych gości, chciałam przyjąć ich jak prawdziwa gospodyni ;) Tak więc większość piątku i sobotni poranek spędziłam w kuchni piekąc ! Moim wyzwaniem było to, że jak to ja, chciałam za bardzo :D i zamiast 2 ciast upiekłam 5! Moją karą były bolące stopy, kręgosłup i dokuczająca rwa kulszowa. W sumie około 7h pieczenia, ale - moim zdaniem - opłaciło się. Gościom smakowało, mi również ;)
Dwa ciasta, które przygotowałam były wykonane ze sprawdzonych już uprzednio przeze mnie przepisów - także poszło szybko, łatwo i przyjemnie. Aczkolwiek trzy pozostałe to była zupełna nowość dla mnie i szczerze mówiąc bałam się, że chęci przerosną możliwości. Bo ja już tam mam, że w głowie coś mi świta, mam jakiś obraz, wizję, a efekt końcowy z reguły odbiega od zamierzonego ;) Ale kto nie próbuje ten nie wie i nie ma! Mi na szczęście się udało, chociaż skłamałabym, jeśli powiedziałabym, że obyło się bez problemów. Z jednym z ciast przeżyłam chwilę grozy i to na sam koniec pracy! Wszystko było już gotowe, został do zrobienia tylko jeden krem. Przepis na krem był łatwy, aczkolwiek nie spotkałam wcześniej podobnego do niego. I wyszedł klops - bo się zwarzył!  Mało zawału nie dostałam, bo goście niedługo mieli zawitać, krem zwarzony, a ja już nie miałam czasu, by pędzić do sklepu po składniki na nowy krem. Ale zakasałam rękawy i za radą jednej pani (która pod przepisem w internecie zawarła opis z dokładnie takim samym problemem i poradą na naprawę sytuacji!) I tym o to sposobem, miksując krem w misce ułożonej na garnku z gotującą się wodą, naprawiłam konsystencję i suma sumarum krem wyszedł przepyszny! A oto efekty moich poczynań :)

Sernik Nowojorski:


Biszkopt z brzoskwiniami i galaretką:


Kremowa tarta truskawkowa na spodzie z ciasteczek Neo (Oreo):


Ciasto a la mleczna kanapka:


Ciasto - Pani Walewska (na kruchym cieście z dżemem z czarnej porzeczki, delikatną bezą i kremem):


środa, 15 października 2014

Projekt nr 2 czyli ochraniacze do łóżeczka !

Już jest. Kolejny projekt jest gotowy. A szczerze mówiąc nie zapowiadało się na to. Miałam się za to zabrać wczoraj, ale wczoraj złapało mnie jakieś nie wiadomo co i osłabiło na całej linii. Już myślałam, że to przeziębienie albo inne wredne choróbsko, ale albo rozwija się wyjątkowo wolno, albo po prostu organizm daje mi sygnał, bym przystopowała. Bo objawów żadnych konkretnych nie mam, a czuje się paskudnie i słabo. W związku z tym wczoraj nie zrobiłam kompletnie nic (oprócz obiadu :P) i dużo leżałam i odpoczywałam. Dziś rano, w tym szczególnym dla mnie dniu (moje 27 urodziny :D) obudziłam się z wielką ochotą na podbijanie świata! Energii miałam co nie miara! Plany były ambitne: pranie, prasowanie, sprzątanie....i pupa. Minuty mijały i już po 11 wiedziałam, że nie zrobię nic z moich planów...znów atakowało mnie osłabienie i tak pozostało do końca dnia. Zrobiłam szybkie zakupy - bo obiad trzeba z czegoś zrobić i przygotowałam najprostszy obiad na świecie (co nie znaczy, że nie był pyszny: mmm spaghetti carbonara :D). W ramach mojego święta w sklepie osiedlowym zakupiłam pyszną tartę z malinami :D a co! należy mi się coś od życia :P zwłaszcza, że przy porannym ważeniu doznałam małego szoku! 0,5 kg na minusie! Jak się w aktualnym stanie ciągle przybiera, to miło zobaczyć taką odmianę na wadze :)
Wracając do sedna, nie mając zupełnie siły, patrzyłam tęsknym wzrokiem na maszynę...no i pod koniec dnia - koło 19, stwierdziłam, że spróbuję - jak będzie mi słabo - to zrobię sobie przerwę i tyle. Jak przysiadłam popijając herbatkę z miodem i cytryną made by my husband <3 wzięłam się spokojnie do szycia. I tak minęło pół godziny, godzina, dwie godziny...i chwilę po 21 - gotowe! Już uszyłam :) Wprawdzie było mniej skomplikowanego szycia, jak to w przypadku przybornika miało miejsce, ale i tak jestem z siebie zadowolona :) Maluchowi też się chyba podoba bo co rusz mnie kopie :) A teraz czas pochwalić się rezultatem :)

 Pierwsza część ochraniacza zszyta:


Ciach ciach :)

Praca wre :D nawet całkiem prosto mi szło :) fakt faktem, że materiał, który miał fakturę takiej pseudo kratki trochę mi w tym pomagał :) no dooobra - bardzo mi pomagał :D


Dwie części gotowe :D


Yogi prezentuje efekt końcowy :) Póki co rozłożony na podłodze, bo jak już wcześniej wspominałam łóżeczko jeszcze śpi w kartonie.


I na koniec ładnie złożony ochraniacz :)


Także mimo osłabienia i bólu pleców (dłuższe siedzenie w jednej pozycji w 8 miesiącu ciąży tym właśnie skutkuje) udało mi się osiągnąć zamierzony cel :) Nawet mąż był zdziwiony, że tak szybko poszło ;) Szkoda, że dzień urodzin się kończy...ale jeszcze będę je świętować w weekend ;) nic straconego. Kończę powoli ten dzień ze smyraniem malucha w brzuchu i Yogusiem u boku ;) Tak mi dobrze ;)

poniedziałek, 13 października 2014

Projekt nr 2 czyli....?

Skoro przybornik na łóżeczko gotowy, nie ma co spoczywać na laurach i póki maluch jest jeszcze w brzuszku trzeba wziąć się do roboty ;) Także dziś zaczęłam prace nad projektem nr 2. Nie zdradzę jeszcze co to będzie :> Póki co skroiłam materiały i na razie czekają na ich zszycie ;) Powoli układam sobie w głowie moje przyszłe projekty, które muszą być zrobione w ciągu najbliższych 2 miesięcy, bo potem to już będzie oczekiwanie na wyjście maluszka na świat i pewnie nie będę miała tymczasowo cierpliwości do jakiejkolwiek czynności :) A jak się szybko uwinę to może i Yogiemu na zimę coś skrobnę ;) Jemu też się należy coś od Pańci ;) Mój kochany Yogi <3

Późna już pora, więc zamieszczam fotki z dzisiejszych przymiarek ;) Strasznie spodobał mi się materiał w piesie - mam do nich słabość przez Yogiego ;) dlatego koniecznie trzeba będzie maluchowi także zaszczepić miłość do niego od pierwszych dni i mam nadzieję, że i Yogi pokocha nowego członka rodziny :)



niedziela, 12 października 2014

Przybornik na łóżeczko gotowy!

Aż sama w to nie wierzę, że to już ;) o dziwo poszło całkiem szybko - może nie idealne, ale ja z efektu jestem zadowolona - zwłaszcza, że jestem mega amatorką i początkującą maszyniarą :P Nie było łatwo, bo w momencie zszycia już głównych ram, okazało się, że poplątały mi się warstwy i to co miało być w środku było by na zewnątrz, a to co na zewnątrz byłoby w środku. Więc musiałam to spruć i zszyć od nowa jak należy ;) Zdziwiłabym się, gdybym nie walnęła jakiegoś byka jako początkująca :)
Ogólnie można się przyczepić do wielu rzeczy: a to szwy nierówne, a to coś tam ucięte i nie kompletnie schowane - ale kurczę! to moja pierwsza robota - chyba nikt się nie spodziewał, że wyjdzie dzieło sztuki ;) A myślę, że funkcję swoją spełni, a mój synuś na pewno nie będzie miał mi za złe krzywych szwów ;) Mi się podoba! Mężowi też :) Wygląda ładnie, dziecięco i fajnie ;)
Ze względu, że łóżeczko na razie kisi się w kartonie i nie jest złożone, to prezentacja następuje na suszarce do ubrań :D Ale jak tylko uszyję to co planuję dla malucha i ułożę w jego kąciku to z pewnością zrobię zdjęcie i pokażę jaki jest efekt końcowy :)

Tu wszystkie kieszonki są już przyszyte:


Nie mogłam zapomnieć także o sznureczkach do zawiązania na łóżeczku:


 Tak wyglądało zszycie ramy całego przybornika:


Tu już ostatni szew po wywleczeniu materiału na zewnątrz:


Tak wisi sobie gotowy przybornik na suszarce do ubrań:


A tu posłużyłam się misiakiem Yogusia to zaprezentowania funkcjonalności przybornika :)


I przybornik po złożeniu, musi poczekać na złożenie łóżeczka:)


Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki z moim pierwszym wyzwaniem. Jestem z siebie na prawdę dumna i zadowolona ;) Jupi ;)

Już niedługo następny projekt... ;)

piątek, 10 października 2014

Projekt nr 1 czyli przybornik (organizer) na łóżeczko dziecięce

Dzisiaj zabrałam się za pierwszą robótkę na maszynie. Na pierwszy rzut miałam uszyć coś innego, ale koniec końców zdecydowałam się na przybornik. Tę inną rzecz postaram się uszyć jako następne :) Zabrałam się do roboty i okazało się (ku mojemu zdziwieniu), że to wszystko jest bardziej skomplikowane, niż się mogło wydawać. Otóż dużą część czasu zajęło mi zaprojektowanie przybornika - co, proszę mi wierzyć, łatwe nie jest. W głowie miałam ogólną koncepcję, ale byłą ona naprawdę bardzo ogólna. I jak przyszło co do czego to już zaczęło mi się mieszać w głowie. Ale po 2h wycinania materiału i wymierzania poszczególnych elementów udało mi się ustalić wygląd przybornika, jaki chciałabym osiągnąć. Potem zabrałam się do pracy :D za dużo nie zrobiłam, bo wyłączyli mi na dzielnicy prąd! Szakale.. :) nie zmartwiłam się bardzo, bo i tak już musiałam wychodzić na warsztaty dla ciężarnych z "naturalnych metod łagodzenia bólu podczas porodu". Mówię wam - czad ;)
Warsztaty były bardzo ciekawe i chętnie brałam udział w zadawaniu pytań. Miło było sobie pogadać (człowiek naprawdę docenia wartość rozmowy po siedzeniu większości dnia w czterech ścianach). Ja i tak mam dobrze, bo towarzyszy mi Yoguś, aczkolwiek on niestety mi nic nie odpowie, ale da się przytulić:)
Wracając z warsztatów okazało się, że prądu jeszcze nam nie włączyli, więc zajechałam do szwagierki, u której mój Grzegorz już siedział i spędziłam trochę czasu z nimi i oczywiście Yogim przy świeczkach grając w "Zgadnij, kim jesteś" :D Żyjąc ciągle w otoczeniu komputerów, telewizorów i smartfonów to bardzo relaksujące zabrać coś bo wymaga kreatywności  ;) Polecam!
W drodze do domu włączyli nam prąd i mimo późnej godziny postanowiłam przysiąść jeszcze do maszyny do szycia (muszę ją jakoś nazwać... :P) I trochę sobie poszyłam :)  Nadal jestem w polu z robotą, ale pierwsze rezultaty już widać :) Postanowiłam wam pokazać postęp prac:

Pierwsze wycinki i szwy ;)


 Górna część przybornika


Pierwsza uszyta kieszonka (z sześciu)


I pierwszy rząd gotowy :)


Może i nie jest idealnie i super równo - ale ja i tak mam radochę, bo jak na pierwsze szycie maszyną i tak chyba idzie mi całkiem nieźle. A kto wie, może efekt końcowy będzie całkiem fajny? Poszyjemy - zobaczymy ;)

czwartek, 9 października 2014

Moja maszinu :)

Dziś 9 października :) czekałam na ten dzień caaaały tydzień :) a dlaczego? Bo w zeszłym tygodniu nieświadoma tego co zobaczę, weszłam na stronkę Lidla i moim oczom okazała się oferta na maszynę do szycia Silvercrest, która właśnie jest dostępna od 09.10 ;) Więc dzisiaj rano skoro świt pojechałam do sklepu czyhając na otwarcie :) A byłam tam pierwsza! (w końcu była 7:45). Jak tylko drzwi się otworzyły popędziłam do koszyków, wzięłam w łapki maszynę oraz dwa dodatkowe przyborniki do maszyny i do kasy :D  Owa maszyna ma być prezentem od mojego męża na moje urodziny, które są w przyszłym tygodniu. Strasznie się na nią napaliłam i bardzo się cieszę, że ją mam ;) Wprawdzie ze 2h zajęło zanim ogarnęłam instrukcję obsługi i nawlekanie nici itp. - jestem amatorką i nigdy wcześniej nie szyłam, stąd tyle mi to zajęło ;) Yogi trochę marudził, że się z nim nie bawię, ale mam nadzieję, że mi wybaczy :) jak ogarnę temat to jemu też coś uszyję - nie tylko dla maluszka w brzuszku ;) W końcu Yogusiowi też się od życia coś należy ;) Póki co przedstawiam oto mój cudowny prezencik urodzinowy :)

Moja maszinu ;)


 Zakupione przyborniki:


A tu zdjęcie ukazujące moje zwycięstwo :D czyli ogarnięcie instrukcji i nawleczenie nici ;) DZIAŁA!


Jak tylko uda się mi coś stworzyć - na pewno się pochwalę :)