Aż sama w to nie wierzę, że to już ;) o dziwo poszło całkiem szybko -
może nie idealne, ale ja z efektu jestem zadowolona - zwłaszcza, że
jestem mega amatorką i początkującą maszyniarą :P Nie było łatwo, bo w
momencie zszycia już głównych ram, okazało się, że poplątały mi się
warstwy i to co miało być w środku było by na zewnątrz, a to co na
zewnątrz byłoby w środku. Więc musiałam to spruć i zszyć od nowa jak
należy ;) Zdziwiłabym się, gdybym nie walnęła jakiegoś byka jako
początkująca :)
Ogólnie można się przyczepić do wielu rzeczy: a
to szwy nierówne, a to coś tam ucięte i nie kompletnie schowane - ale
kurczę! to moja pierwsza robota - chyba nikt się nie spodziewał, że
wyjdzie dzieło sztuki ;) A myślę, że funkcję swoją spełni, a mój synuś
na pewno nie będzie miał mi za złe krzywych szwów ;) Mi się podoba!
Mężowi też :) Wygląda ładnie, dziecięco i fajnie ;)
Ze względu, że łóżeczko na razie kisi się w kartonie i nie jest złożone, to prezentacja następuje na suszarce do ubrań :D
Ale jak tylko uszyję to co planuję dla malucha i ułożę w jego kąciku to
z pewnością zrobię zdjęcie i pokażę jaki jest efekt końcowy :)
Tu wszystkie kieszonki są już przyszyte:
Nie mogłam zapomnieć także o sznureczkach do zawiązania na łóżeczku:
Tak wyglądało zszycie ramy całego przybornika:
Tu już ostatni szew po wywleczeniu materiału na zewnątrz:
Tak wisi sobie gotowy przybornik na suszarce do ubrań:
A tu posłużyłam się misiakiem Yogusia to zaprezentowania funkcjonalności przybornika :)
I przybornik po złożeniu, musi poczekać na złożenie łóżeczka:)
Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki z moim pierwszym wyzwaniem. Jestem z siebie na prawdę dumna i zadowolona ;) Jupi ;)
Już niedługo następny projekt... ;)